Aktualności

Grupy biznesów rodzinnych - nowy paradygmat konkurencyjności

Uczestnicząc w pracach nad ustawą o grupach firm rodzinnych przekonaliśmy się przed jaką blokadą mentalną stoja klastry. Nikt  - łącznie z legislatorami sejmowymi - nie mógł zrozumeć, że tworzymy sieć firm  a nie jakąć dodatkową formę prawną. Postarałem się coś na ten temat napisać.  W Europie mamy klastry, w Japonii keiretsy, w Korei czebole, na tajwanie CFB-esy. W Polsce mamy?????

Grupy biznesów rodzinnych - nowy paradygmat konkurencyjności


Gdyby wska¼nik aktywizacji zawodowej, który obecnie w naszym kraju wynosi 52%, był odrobinę większy zapewne inaczej wykorzystałbym niedzielne popołudnie. Jednak model gospodarczy w którym garstka ludzi śmiertelnie zapracowanych ma wyżywić całą resztę jest przerażający.  Pytanie: co blokuje a co może zdynamizować rozwój Polski - sądzę -  jest wystarczającym powodem aby zrezygnować z poobiedniej drzemki.

Jestem po lekturze dwóch ekspertyz dotyczących ustawy o grupach przedsiębiorstw rodzinnych wykona­nych na zlecenie Sejmowej Komisji Rozwoju Gospodarczego. Ręce opadają. W obu przypadkach - a dotyczy to dostępnych w internecie ekspertyz Krajowej Izby Gospodarczej i Związku Rzemiosła Polskiego -mamy do czynienia z uwagami  nie do „grup przedsiębiorstw rodzin­nych” a „grup rodzinnych”.

Mogą być dwa powody wyjaśnienia tej „przypadkowej pomyłki”:
1.    Próba skompromitowania inicjatywy i przedstawienie jej jako nowej formy kołchozu lub kibucu czy wręcz rodziny „ojca Corleone”,
2.    Całkowite niezrozumienie dla nowych form organizacji życia gospodarczego w postaci konglomera­tów (grup) a nie dużych przedsiębiorstw.
A może i jedno i drugie.

Gdyby w Komisji Rozwoju Przedsiębiorczości leżał stos ustaw można by wnioskować, że oto ktoś po­ważnie szuka jakiegoś rozwiązania. Tymczasem jest tam rządowy projekt o spółdzielniach socjalnych i poselski projekt o grupach przedsiębiorstw rodzinnych. Numer druku sejmowego 204.  Reszta to „informacje”, „opinie” i chyba święty spokój za niezłe pieniądze. Odnosimy wrażenie, a reprezentuję Fundacje Promocji Rozwoju Społeczności Lokalnej „Klaster Grono Gromada” z siedzibą w Jarosławiu, że praca parlamentu polega głównie na  utrącaniu inicjatyw i wysłuchiwaniu informacji. No może jeszcze dostarczanie tandetnej rozrywki dla mediów. Wszystko to dzieje się  w sytuacji, w której państwo wydaje potężne pieniądze na promocję klasteringu aby sprostać zaleceniom Strategii Lizbońskiej odnośnie zapewnienia gospodarce konkurencyjności.

Tymczasem.

Nie trzeba czytać prac Svetazara Pejovicha czy Douglassa Northa (twórcy teorii neoinstytucjonalnej) aby się dowiedzieć, że największym kosztem gospodarczym jest brak zaufania i wysoki „koszt wymuszenia transakcji”. Kto nie miał spraw w sądzie gospodarczym, ten zapewne nie wie o czym mowa. Nasza gospo­darka pilnie powinna poszukiwać rozwiązań gospodarczych opartych o zaufanie. Rozwiązań, które sprowa­dzałyby prawdopodobieństwo zachowań nieprzewidywalnych do zera. Pomóc może albo „intuicja inżynier­ska” albo analiza gospodarek, które osiągnęły sukces mimo braku bogactw naturalnych.
Doszło do tego, że ustawę a grupach przedsiębiorstw rodzinnych musimy podpierać „modą na Japonię”, i brakiem zrozumienia dla cudu koreańskiego. Na tamtym bowiem obszarze świadoma polityka państwa do­prowadziła do powstania konglomeratów (japońskie keiretsy, koreańskie czebole), które doprowadziły do zagospodarowania zasobów niemożliwych do zagospodarowania przez firmy z liberalnym paradygmatem konkurencyjności.

Zajmijmy się zatem analizą przewagi grupy małych przedsiębiorstw nad wielką firmą.

Na gruncie europejskim znamy dwa podstawowe sposoby finansowania gospodarki: poprzez bank (mo­del niemiecki) i poprzez giełdę (model amerykański). Wszystko jakoś działało dopóki banki i giełda oprócz funkcji finansowania gospodarki nie zostały obciążone funkcją „konserwacji wartości kapitału” dla funduszy ubezpieczeniowych i drobnych „leszczy giełdowych”. Doprowadziło to do dwóch zwyrodnień:
1.    Wyprowadzania znacznego kapitału ze sfery produkcji w postaci dywidend i odsetek od kredytu i syste­matycznego jej ubożenia.
Zmusza to przedsiębiorstwa do stałego korzystania z banków i giełdy. Przedsiębiorstwa stały się niewol­nikami pasożytniczych instytucji finansowych. Ich produkcja stała się droga i mało konkurencyjna. Dla liberałów jest to normalne. Od tuzów polskiej bankowości możemy się dowiedzieć, że w banku „pomnaża się pieniądze” a na giełdzie to tak „ciężko pieniądze pracuję”, że aż pot się z nich leje.. Pytanie może retoryczne: - po co gospodarka skoro można - po prostu - w banku pieniądze „pomnożyć” lub „zaprzęgać je do pracy” na giełdzie?. To jest chore!!!!.....
2.    Działania kierownictw firm pod presją właścicieli kapitału.
Właściciel  stara się być filantropem i mecenasem sztuki. Większość czasu spędza na zasiadaniu w róż­nych klubach biznesu, pokazywaniu się w mediach  i korumpowaniu urzędników.  Natomiast na dyrekto­rów zarządzających firm wybiera się ludzi pozbawionych wszelkich skrupułów, którzy za wysokie wy­nagrodzenia zdolni są do wszelkich działań. Ideałem managera jest pachnące najdroższymi perfumami, sprawne intelektualnie bydle. O gospodarce solidarnej w takim przypadku można zapomnieć.
Reszta tu już tylko skutki: zatory płatnicze, wrogie przejęcia, bankructwa, korupcja, przemieszanie sfery biznesu z polityką, bezrobocie itd.

Analizując działania prezydenta Korei Południowej w latach 1961-1979 Park Chung Hee - widzimy, że jego działania szły w dwóch kierunkach:
1.    Oparcie sposobu zarządzania firmami o zasadę senioratu.
Najzdrowsze bowiem stosunki w pracy są w sytuacji braku rozdzielenia funkcji właściciela i za­rządcy. Wiadomo kto jest dobry a kto zły i za co uzyskuje się autorytet. Takie stosunki panują w firmach rodzinnych. Jednak ogranicza to rozrost firm. Rezygnacja z zawodowych zarządców może mieć miejsce tylko w firmach małych, co najwyżej w średnich. Jak rozwiązano ten problem? Państwo wzmacniało osiąganie przez małe firmy wysokiej specjalizacji niejako skazując je na współpracę z innymi przedsię­biorstwami jednocześnie wspomagając rozwój instytucji i otoczenia prawnego czeboli (konglomeratów firm).
2.    Uniezależnienie kapitałowe.
Przedsiębiorstwa zostały początkowo  dokapitalizowane przez państwowe banki oraz przez rządowe gwarancje kredytowe tak, aby były one całkowicie niezależne od banków i od giełdy. Pó¼niej podsta­wową forma finansowania rozwoju stał się wzajemny wykup akcji przedsiębiorstw będących w łańcuchu kooperacyjnym a wymagających nowych technologii. Ciekawostka: po prywatyzacji banków przedsię­biorstwa otrzymały zakaz wykupu ich akcji.

Przykład koreański jest drastycznym przykładem gospodarki sterowanej (sterowanej aby mogła stać się gospodarką konkurencyjną). W przypadku japońskich keiretsu, gdzie też obowiązuje system wzajemnego wykupu akcji, inwestorzy zadowalają się 3-4 krotnie niższą dywidendą niż w Europie a kadra kierownicza jest skłonna pracować przy niewielkim zróżnicowaniu zarobków w stosunku do personelu którym kieruje. W ten sposób gospodarki azjatyckie zapewniają sobie  właściwe finansowanie rozwoju i względny spokój spo­łeczny.

Ustawa o grupach przedsiębiorstw rodzinnych była owocem bardziej prac w komisji sejmowej i ostrych dyskusji niż nawiązywania do znanego wzoru. Jednak są pewne podobieństwa.   Nic nie mielibyśmy przeciw, aby - wzorem azjatyckich konglomeratów - ustawa doprowadziła do następujących zmian:

1.    Wykształcenia się przedsiębiorstw rodzinnych z zasadą senioratu w sferze zarządzania, systemem eme­rytalnym opartym o prawo spadkowe, sukcesją kapitału i wiedzy przez młodsze pokolenie. Praktyka gospodarcza potwierdza, ze bardzo dobrym układem w sferze zarządzania jest współpraca starszego, doświadczonego i konserwatywnego ojca z młodym wykształconym i dynamicznym synem. Zagadnieniami przedsiębiorstw rodzinnych w naszym kraju nikt poważnie się nie zajmował, dlatego z nadzieją powitaliśmy powstanie pierwszej Katedry Biznesu Rodzinnego przy WSB-NLU w Nowym Sączu http://www.biznesrodzinny.pl/ . Intuicyjnie każdy wie o co chodzi. Jednak, aby przedsiębiorstwa rodzinne na trwale wpisały się w polski pejzaż gospodarczy wymagany jest jeszcze spory wysiłek intelektualny ( a może i legislacyjny) oraz wola polityczna. Dobrze, że dyskusja na ten temat już się rozpoczęła.

2.    Ograniczeniem roli  banków i giełdy w zakresie finansowania działalności a zastąpienie jej wzajem­nym wykupem udziałów firm, które wymagają wsparcia aby osiągnąć konkurencyjność w łańcuchu kooperantów. Sądzę, że przedsiębiorcy nie będą mieli problemów ze zrozumieniem korzyści jakie daje im możliwość przeznaczania nadwyżek inwestycyjnych na wzajemny wykup udziałów firm należących do klastra/grona. Za każdym razem bowiem będą mieli kontrolę czy finansują działania konkurencyjne czy komplementarne.  Czy sąsiad potrzebuje kasy na konkurencyjny sklep czy modernizację piekarni. W przypadku korzystania z banków i giełdy nigdy takiej możliwości nie mają - co więcej - z aktywnym udziałem banków dokonuje się przestępstw gospodarczych polegających na tzw. „wrogich przejęciach”. Gospodarka natomiast stopniowo uniezależniałaby się od światowej finansiery.

3.    Ukształtowaniem się praktyki działania w oparciu o duże zaufanie wsparte spotkaniami właścicieli i wzajemną wymianą kadry,

4.    Wykształceniem się firm reprezentujących grupy na zewnątrz na podobieństwo sogo shosha w Ke­iretsu lub kampanii handlowych w Czebolach (w ustawie „podmiot sprzedający”) ,

5.    Wykształceniem się wewnętrznego „quasi banku” dokonującego transakcji finansowych i rozrachun­ków zarówno zewnętrznych jak i wewnętrznych  (w ustawie „podmiot rozrachunkowy”),

6.    Wykształceniem się firm wyspecjalizowanych w transferze technologii.

Ustawę pisali informatycy. Każdy z nas dobrze wie co to jest „skalowalność systemu”. System powinien być dobry zarówno dla grup małych jak i dużych. Jednak - w obecnej sytuacji - palącym zadaniem jest roz­wiązanie problemów na styku rolników (działających na mocy ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego) i przedsiębiorców (działających na mocy ustawy o swobodzie działalności gospodarczej). Każdy inny przypa­dek będzie prostszy.

Do sceptyków.

Proszę mi podać przykład gospodarki z silnie wykształconym segmentem przedsiębiorstw rodzinnych w któ­rym bezrobocie przekracza 5%.

W artykule korzystano z wiadomości i linków zamieszczonych na stronie: http://www.exporter.pl/zarzadzanie/management/japwstep.html